Najbardziej frustrujące E-booki – czego czytelnicy niewidomi naprawdę nie znoszą

Autor
Monika Zarczuk-Engelsma
Opublikowano
30 cze 2026
Kategoria
Dostępność
Kiedy rozmawiam z wydawcami o dostępności E-booków, często słyszę pytanie:
„A co właściwie najbardziej przeszkadza osobom niewidomym?”
Odpowiedź jest prosta. Nie jest to wcale brak nowoczesnych funkcji, sztucznej inteligencji czy rozbudowanych możliwości personalizacji. Prawda jest znacznie prostsza.
Najbardziej frustrują nas sytuacje, w których książka teoretycznie jest dostępna, ale w praktyce zmusza do ciągłej walki z technologią.
To trochę tak, jakby ktoś zaprosił nas do pięknej biblioteki, a następnie włączył głośną muzykę, zrzucił na środek ostatnio zwrócone książki, pozdejmował oznaczenia z regałów i od czasu do czasu zgasił światło. Niby można korzystać, ale przyjemność z czytania szybko zamienia się w irytację.
Co ciekawe, większość naszych narzekań powtarza się od lat. Nie dlatego, że technologia stoi w miejscu. Wręcz przeciwnie. Problem polega na tym, że wiele błędów można bardzo łatwo wyeliminować już na etapie przygotowania publikacji, ale wciąż jeszcze nie zawsze się o tym myśli.
Książka, która nagle przestaje mieć sens
Wyobraźmy sobie poradnik ogrodniczy. Autor szczegółowo opisuje sposób przycinania drzew owocowych i co kilka stron odwołuje się do ilustracji:
„Prawidłowy sposób wykonania cięcia przedstawiono na rysunku poniżej.”
„Na ilustracji 5 pokazano różnicę między cięciem formującym a prześwietlającym.”
„Przykład błędnie przyciętej gałęzi znajduje się na kolejnym schemacie.”
Po czym czytnik ekranu oznajmia jedynie:
„Grafika.”
I tyle.
Nagle okazuje się, że czytelnik otrzymał wszystkie odniesienia do ilustracji, ale nie otrzymał samych informacji, do których te odniesienia prowadzą. Autor mówi o różnicach między poszczególnymi rodzajami cięć, porównuje przykłady, tłumaczy błędy, ale osoba niewidoma nie ma możliwości sprawdzić, o czym dokładnie mowa.
Podobnie dzieje się w podręcznikach, książkach popularnonaukowych, publikacjach historycznych czy przewodnikach turystycznych. Jeśli ważna część treści znajduje się wyłącznie na ilustracji, a ilustracja nie została opisana, książka zaczyna przypominać rozmowę, w której słyszymy tylko połowę zdań.
To jeden z najbardziej frustrujących momentów podczas lektury. Nie dlatego, że czegoś nie widzimy. Do tego jesteśmy przyzwyczajeni. Frustrujące jest to, że autor przygotował treść, wydawca ją opublikował, ale część informacji po drodze po prostu zniknęła.
Wielka zagadka pod tytułem „kliknij tutaj”
Drugi klasyk to niejasne odnośniki.
„Kliknij tutaj.”
„Więcej informacji.”
„Przejdź dalej.”
Podobnie jak linki w publikacji są wyróżnione wizualnie, aby można było szybko do nich dotrzeć, tak czytniki ekranu pozwalają wyświetlić listę wszystkich łączy znajdujących się w książce po użyciu odpowiedniego skrótu klawiszowego. Jeśli cała lista składa się z kilkunastu pozycji nazwanych „kliknij tutaj”, użytkownik nie ma najmniejszego pojęcia, dokąd prowadzi który odnośnik.
To trochę tak, jakby wszystkie książki na półce w księgarni nosiły ten sam tytuł.
Technicznie wszystko działa. Praktycznie nie pomaga w niczym.
Kiedy spis treści nie jest funkcjonalny
To problem, który szczególnie często pojawia się w publikacjach naukowych, poradnikach i podręcznikach, ale także w zbiorach poezji, felietonów, opowiadań czy nowel.
Spis treści wygląda świetnie. Są rozdziały, podrozdziały, numery stron.
Tyle że nic nie działa.
Nie można przejść do wybranego rozdziału. Nie można przeskoczyć do konkretnej sekcji. Nie można sprawdzić struktury książki.
Osoby widzące często nie zdają sobie sprawy, jak ważna jest możliwość szybkiej nawigacji. Niewidomi użytkownicy, podobnie jak ich widzący koledzy i koleżanki, rzadko czytają obszerne publikacje naukowe wyłącznie od początku do końca. Znacznie częściej wracają do konkretnych fragmentów, wyszukują informacje, przeglądają nagłówki.
Tabela, która zamienia się w sałatkę słowną
Tabele są świetnym narzędziem do prezentowania danych.
Pod warunkiem, że zostały poprawnie przygotowane.
W przeciwnym razie czytnik ekranu zaczyna odczytywać kolejne komórki bez kontekstu. Nazwy kolumn mieszają się z wartościami, dane przeskakują między wierszami, a użytkownik po chwili nie wie już, co jest wynikiem, a co nagłówkiem.
Wyobraźmy sobie prostą tabelę sprzedaży:
Rok | Sprzedaż E-booków |
2022 | 120 000 |
2023 | 150 000 |
2024 | 210 000 |
Jeżeli nagłówki nie zostały poprawnie oznaczone, czytnik może przeczytać ją mniej więcej tak:
„Rok. Sprzedaż E-booków. 2022. 120 tysięcy. 2023. 150 tysięcy. 2024. 210 tysięcy.”
Przy tak prostym przykładzie da się jeszcze domyślić znaczenia danych.
Ale wystarczy dodać kilka kolumn więcej i sytuacja szybko staje się znacznie trudniejsza.
Tabela widziana przez osobę widzącą:
Rok | Beletrystyka | Literatura faktu | Dzieci |
2022 | 120 000 | 80 000 | 45 000 |
2023 | 150 000 | 95 000 | 60 000 |
Dla osoby widzącej odczytanie danych zajmuje kilka sekund.
Ta sama tabela bez poprawnie oznaczonych elementów:
Czytnik przeczyta:
Rok. Beletrystyka. Literatura faktu. Dzieci. 2022. 120 tysięcy. 80 tysięcy. 45 tysięcy. 2023. 150 tysięcy. 95 tysięcy. 60 tysięcy.
Po kilku sekundach użytkownik zaczyna się zastanawiać:
Czy 80 tysięcy dotyczy literatury faktu czy dzieci?
Czy właśnie słucham danych dla roku 2022 czy już 2023?
Do której kolumny należy aktualnie odczytywana liczba?
W praktyce trzeba wielokrotnie wracać na początek tabeli i samodzielnie rekonstruować jej strukturę.
Jak brzmi dobrze przygotowana tabela?
Nowoczesny czytnik ekranu może odczytywać ją w taki sposób:
Rok 2022. Beletrystyka: 120 tysięcy. Literatura faktu: 80 tysięcy. Dzieci: 45 tysięcy.
Po przejściu do kolejnego wiersza:
Rok 2023. Beletrystyka: 150 tysięcy. Literatura faktu: 95 tysięcy. Dzieci: 60 tysięcy.
Albo podczas poruszania się po komórkach:
Wiersz 2. Kolumna Literatura faktu. 95 tysięcy.
Różnica może wydawać się niewielka, ale dla użytkownika jest ogromna. W pierwszym przypadku słucha ciągu liczb i próbuje zgadywać ich znaczenie. W drugim otrzymuje informacje wraz z kontekstem i może skupić się na treści.
To trochę tak, jakby osobie widzącej zamazać wszystkie nagłówki kolumn i zostawić jedynie same liczby.
Najbardziej znienawidzony komunikat świata
Każdy niewidomy czytelnik zna ten moment.
Czytnik zaczyna czytać:
„Grafika 345.”
„Grafika 346.”
„Grafika 347.”
Po chwili:
„Grafika 348.”
I tak przez kilka kolejnych minut.
Najczęściej oznacza to, że książka została wyeksportowana z programu składu razem z elementami, które nie powinny znaleźć się w treści albo zostały błędnie oznaczone.
Czytelnik nie dostaje żadnych użytecznych informacji. Zamiast tego musi wysłuchiwać kolejnych komunikatów, które tylko utrudniają lekturę.
To odpowiednik sytuacji, w której ktoś podczas czytania papierowej książki co kilka zdań zasłaniałby nam tekst kartką papieru.
Cyfrowe odwzorowanie to nie dostępność
Od czasu do czasu spotykam się z opinią, że skoro książka została udostępniona w formie cyfrowej, to automatycznie jest dostępna. Niestety tak nie jest.
Sam fakt, że publikacja została zapisana w pliku EPUB czy PDF, nie oznacza jeszcze, że można z niej korzystać przy pomocy technologii wspierających.
Dla mnie książka, która jest jedynie cyfrowym odwzorowaniem wydania papierowego, nie jest książką dostępną. Jeżeli zachowano wyłącznie wygląd stron, ale pominięto strukturę, semantykę, poprawną nawigację czy opisy istotnych elementów graficznych, użytkownik czytnika ekranu otrzymuje jedynie cyfrową imitację książki, a nie pełnowartościową publikację.
To trochę tak, jak różnica między tabliczką mlecznej czekolady z rodzynkami i orzechami a jej zdjęciem.
Co więcej, takie podejście stoi w sprzeczności z samą ideą dostępności cyfrowej zawartej choćby w Akcie Dostępności. Nie wystarczy udostępnić pliku do pobrania. Trzeba jeszcze zadbać o to, żeby dało się z niego korzystać.
Dobrze pamiętam sytuację z czasów studiów polonistycznych. Materiałów elektronicznych było wtedy bardzo niewiele. Kiedy potrzebowałam konkretnej książki, często spędzałam godziny przy skanerze, przekładając stronę po stronie i licząc na to, że program rozpozna tekst na tyle dobrze, by dało się go przeczytać.
Największym wyzwaniem okazały się „Dzienniki” Jana Lechonia, potrzebne mi do napisania mojej magisterskiej pracy, które liczyły ponad dwa tysiące stron. Kiedy po wielu telefonach i wiadomościach, w których pytałam o ten plik, ktoś wreszcie przesłał mi elektroniczną wersję, poczułam ogromną ulgę i byłam przekonana, że problem został rozwiązany. Radość trwała do momentu otwarcia pliku. Okazało się, że był to PDF zawierający wyłącznie fotografie stron. Dla osoby korzystającej z czytnika ekranu taka publikacja była całkowicie bezużyteczna.
Wtedy po raz pierwszy naprawdę zrozumiałam, jak duża jest różnica między książką cyfrową a książką dostępną.
Głos niewidomych czytelników
Jak pokazują wyniki badań przeprowadzonych przez Fundację „Trakt”, a opublikowane w raporcie „Głos niewidomych czytelników w dyskusji nad dostępnością oferty wydawniczej po wejściu w życie Polskiego Aktu o Dostępności”, największe problemy nie dotyczą zwykłej beletrystyki. Trudności pojawiają się przede wszystkim wtedy, gdy książka zawiera elementy bardziej złożone: wykresy, schematy, ilustracje, tabele, ćwiczenia czy materiały edukacyjne.
To właśnie w takich publikacjach najszybciej ujawniają się błędy związane z brakiem opisów alternatywnych, nieprawidłową strukturą dokumentu czy niedziałającą nawigacją.
Raport zwraca uwagę również na inne zjawisko. Wielu niewidomych czytelników podchodzi do nowych E-booków z pewną ostrożnością, ponieważ doświadczenie nauczyło ich, że nawet zakupiona książka może okazać się częściowo niedostępna.
Respondenci wskazywali, że najbardziej cenią możliwość swobodnego poruszania się po publikacji, korzystania ze spisu treści, wyszukiwania informacji i szybkiego przechodzenia między rozdziałami. Nie oczekują specjalnych funkcji przygotowanych wyłącznie dla osób niewidomych. Oczekują po prostu, że książka cyfrowa będzie wykorzystywała możliwości, które format cyfrowy oferuje wszystkim użytkownikom.
Czytelnicy, którzy nie odpuszczają
Jednym z najbardziej interesujących wniosków płynących z raportu jest to, jak ważną rolę odgrywają książki w życiu osób niewidomych. Wbrew stereotypom wielu respondentów deklarowało regularne czytanie, a E-booki okazały się dla nich jednym z podstawowych sposobów dostępu do literatury, wiedzy i edukacji.
Co istotne, badani znacznie częściej wskazywali na E-booki niż audiobooki jako preferowaną formę korzystania z książek. Dla wielu osób możliwość samodzielnego czytania tekstu, wyszukiwania informacji, wracania do fragmentów czy pracy z publikacją naukową jest po prostu nie do zastąpienia.
Raport pokazuje również, jak wiele wysiłku niewidomi czytelnicy są gotowi włożyć, by dotrzeć do interesującej ich treści. Korzystają z różnych aplikacji, czytników, urządzeń i technologii wspierających, porównują dostępne wydania, a czasem samodzielnie konwertują lub poprawiają pliki.
Nie robią tego dlatego, że lubią rozwiązywać problemy techniczne. Robią to dlatego, że książki są dla nich ważne.
Za każdą niedostępną publikacją nie stoi abstrakcyjny „użytkownik technologii wspierających”, lecz konkretny czytelnik, który chce przeczytać książkę i często jest gotów poświęcić na to znacznie więcej czasu i wysiłku niż większość osób widzących.
Jako osoba niewidoma szczególnie zapamiętałam właśnie ten obraz czytelnika z raportu: nie kogoś, kto domaga się specjalnego traktowania, ale kogoś, kto bardzo chce czytać i któremu czasem wystarczyłoby usunąć kilka niepotrzebnych barier.
Dobra wiadomość dla wydawców
Po przeczytaniu tego artykułu można odnieść wrażenie, że stworzenie dostępnego E-booka jest niezwykle trudne.
Na szczęście rzeczywistość wygląda inaczej.
Większość rzeczy, których niewidomi czytelnicy nie znoszą, nie wymaga zaawansowanych technologii ani ogromnych budżetów.
Działający spis treści.
Poprawna struktura nagłówków.
Opisane ilustracje.
Prawidłowo przygotowane tabele.
Logiczna nawigacja.
To nie są futurystyczne rozwiązania. To podstawy dobrze przygotowanej publikacji cyfrowej.
I właśnie dlatego dostępność tak często okazuje się korzystna dla wszystkich czytelników. Kiedy książka jest uporządkowana, przewidywalna i łatwa w obsłudze, korzystają na tym nie tylko osoby niewidome.
Większość opisanych tutaj problemów nie wynika z ograniczeń technologii. Wynika z decyzji podejmowanych podczas przygotowywania książki. To dobra wiadomość, bo oznacza, że większość z nich można wyeliminować jeszcze zanim publikacja trafi do czytelników.
A niewidomi czytelnicy naprawdę nie oczekują cudów. Chcą po prostu kupić książkę, otworzyć ją i przeczytać bez konieczności zastanawiania się, co autor chciał przekazać, a czego wydawca nie przewidział.
Zachęcam do przeczytania pełnej wersji raportu o czytelnictwie osób niewidomych, który można odnaleźć pod poniższym linkiem