Dostępność zaczyna się w Wordzie, nie w EPUB-ie

Autor
Monika Zarczuk-Engelsma
Opublikowano
15 wrz 2026
Kategoria
Dostępność
Kiedy rozmawiam z wydawcami o dostępności E-booków, bardzo często słyszę podobne zdanie:
„Tym zajmiemy się na końcu, podczas przygotowywania EPUB-a.”
To jedno z najbardziej rozpowszechnionych przekonań w branży i jednocześnie jedno z najbardziej kosztownych.
Dostępność nie zaczyna się bowiem w chwili eksportu pliku ani podczas testów. Nie zaczyna się nawet w momencie, gdy grafik kończy projekt okładki czy operator DTP otwiera InDesign.
W rzeczywistości zaczyna się znacznie wcześniej – często już wtedy, gdy autor oddaje tekst zapisany w Wordzie.
To właśnie na tym etapie podejmowanych jest wiele decyzji, które później albo ułatwią przygotowanie dostępnego E-booka, albo sprawią, że cały zespół będzie przez kolejne tygodnie naprawiał problemy, których można było uniknąć jednym kliknięciem.
Wszystko zaczyna się od struktury
Wyobraźmy sobie dwie identyczne książki.
Obie mają tę samą treść, ten sam tytuł i tego samego autora.
Pierwsza została przygotowana w Wordzie z wykorzystaniem stylów: rozdziały oznaczono jako „Nagłówek 1”, podrozdziały jako „Nagłówek 2”, listy utworzono za pomocą odpowiednich narzędzi, a tabele zbudowano jako prawdziwe tabele.
W drugiej autor wszystko zrobił ręcznie: tytuły zostały pogrubione i powiększone, odstępy utworzono wielokrotnym naciskaniem klawisza Enter, listy zaczynają się od myślników wpisanych z klawiatury, a tabelę zbudowano z wykorzystaniem spacji.
Na ekranie obie publikacje mogą wyglądać niemal identycznie.
Dla urządzeń elektronicznych są jednak zupełnie różnymi dokumentami.
Pierwszy posiada strukturę, a drugi jest jedynie zbiorem odpowiednio wyglądających fragmentów tekstu.
To właśnie dlatego doświadczeni specjaliści od dostępności często powtarzają, że komputer nie „widzi”, jak coś wygląda. On rozumie wyłącznie to, jak zostało zapisane.
Word wie znacznie więcej, niż większość z nas przypuszcza
Microsoft Word przez wiele osób jest traktowany wyłącznie jako edytor tekstu. Tymczasem od lat posiada rozbudowane mechanizmy wspierające tworzenie dostępnych dokumentów.
Style nagłówków, listy numerowane, opisy alternatywne ilustracji, informacje o języku tekstu, struktura tabel – wszystko to można przygotować jeszcze przed rozpoczęciem składu.
Co więcej, większość tych informacji nie służy wyłącznie osobom niewidomym.
Jeżeli rozdziały zostały oznaczone jako prawdziwe nagłówki, łatwiej wygenerować automatyczny spis treści. Jeżeli ilustracje mają opisy, redaktor łatwiej zorientuje się, czy wszystkie elementy zostały uwzględnione. Jeżeli dokument ma uporządkowaną strukturę, znacznie łatwiej pracuje się nad kolejnymi wersjami książki.
To dobry przykład projektowania uniwersalnego. Rozwiązania wprowadzane z myślą o dostępności bardzo często usprawniają pracę całego zespołu wydawniczego.
Najdroższy błąd? „Poprawimy to później”
Każdy, kto pracował przy produkcji E-booków, wie, że poprawki wprowadzane na końcu projektu kosztują najwięcej.
Dotyczy to również dostępności.
Jeżeli dopiero po eksporcie EPUB-a okazuje się, że wszystkie nagłówki trzeba oznaczyć od nowa, że listy nie są listami albo że tabele trzeba przebudować, praca zajmuje wielokrotnie więcej czasu niż poprawne przygotowanie dokumentu od początku.
Można to porównać do budowy domu.
O wiele łatwiej przesunąć ścianę na etapie projektu niż wtedy, gdy budynek jest już wykończony.
Tak samo jest z książką.
Im wcześniej zadbamy o strukturę dokumentu, tym mniej problemów pojawi się podczas kolejnych etapów produkcji.
Ręczne formatowanie to wróg automatyzacji
Jednym z najczęstszych błędów spotykanych w plikach Word jest ręczne formatowanie.
Autor chce wyróżnić tytuł rozdziału, więc zwiększa czcionkę do 20 punktów i pogrubia tekst, a podrozdział ma 16 punktów.
Jeszcze inny fragment otrzymuje kolor granatowy.
Dla człowieka wszystko wygląda logicznie.
Program nie ma jednak pojęcia, że większa czcionka oznacza nowy rozdział.
Podczas eksportu do EPUB-a czy konwersji do HTML takie informacje bardzo często przepadają.
Jeżeli natomiast użyto stylów, komputer dokładnie wie, które elementy są nagłówkami, które akapitami, a które podpisami ilustracji.
To właśnie dlatego style nie są wygodnym dodatkiem, ale językiem, którym rozmawiamy z oprogramowaniem.
Puste Entery i spacje też mają swoje konsekwencje
To kolejny nawyk wyniesiony z pracy nad dokumentami przeznaczonymi do druku.
Ktoś chce rozpocząć nową stronę,
naciska Enter dwadzieścia razy, albo wyrównuje tekst przy pomocy kilkunastu spacji.
Na wydruku wygląda to poprawnie, ale w publikacji cyfrowej bardzo szybko zaczynają pojawiać się problemy.
Zmiana wielkości czcionki powoduje przesunięcie całego układu, odstępy pojawiają się w przypadkowych miejscach. Niektóre aplikacje wyświetlają ogromne puste przestrzenie, inne całkowicie je ignorują.
To dlatego Word oferuje narzędzia do tworzenia odstępów, wcięć czy podziałów stron. Korzystanie z nich sprawia, że dokument pozostaje przewidywalny także po eksporcie do innych formatów.
Dostępność to nie zadanie jednej osoby
W wielu wydawnictwach dostępność trafia na biurko specjalisty dopiero pod koniec procesu.
To trochę tak, jakby oczekiwać od korektora, że poprawi fabułę powieści.
Nie wszystko da się naprawić na ostatnim etapie.
Jeżeli autor przygotował przejrzysty dokument, redaktor zachował jego strukturę, operator DTP jej nie zniszczył, a osoba przygotowująca EPUB zadbała o poprawny kod, cały proces przebiega znacznie sprawniej.
Dostępność nie jest więc pojedynczą czynnością - jest efektem współpracy autora, redaktora, korektora, grafika, operatora DTP i osoby przygotowującej publikację cyfrową.
Każdy z nich dokłada niewielki element, który ostatecznie decyduje o jakości gotowej książki.
Kilka minut, które potrafią zaoszczędzić wiele godzin
Word posiada również narzędzie, o którym zaskakująco rzadko się mówi – Kontroler ułatwień dostępu.
Można go uruchomić z menu Recenzja → Sprawdź ułatwienia dostępu (w nowszych wersjach pakietu Microsoft 365 również z karty Recenzja lub Przegląd).
Program automatycznie sprawdza między innymi:
brakujące teksty alternatywne do ilustracji,
problemy ze strukturą nagłówków,
błędy w tabelach,
elementy, które mogą sprawiać trudności użytkownikom technologii wspierających.
Nie zastąpi oczywiście pełnego audytu ani testów gotowego EPUB-a, ale pozwala wychwycić wiele podstawowych błędów jeszcze zanim dokument trafi do kolejnych etapów produkcji.
To kilka minut pracy, które często oszczędzają wiele godzin późniejszych poprawek.
A co z InDesignem?
W tym miejscu ktoś mógłby powiedzieć:
„Przecież i tak wszystko składamy w InDesignie.”
To prawda. Jednak InDesign nie tworzy informacji z niczego.
Jeżeli dokument źródłowy jest dobrze przygotowany, znacznie łatwiej zachować poprawną strukturę podczas składu i eksportu do EPUB-a. Style z Worda można odwzorować w stylach akapitowych InDesigna, zachowując logiczny podział treści. Dzięki temu nagłówki pozostają nagłówkami, listy pozostają listami, a cała publikacja zachowuje swoją semantykę.
Jeżeli natomiast materiał wejściowy jest chaotyczny, nawet najlepszy operator DTP będzie musiał najpierw odtworzyć jego strukturę. To dodatkowa praca, większe ryzyko błędów i znacznie trudniejsze przygotowanie dostępnego E-booka.
Dostępność to także dobry plan książki
Nie każdy problem z dostępnością wynika z błędnego formatowania. Czasem problem pojawia się jeszcze wcześniej – na etapie planowania publikacji. Wyobraźmy sobie poradnik podzielony na rozdziały, podrozdziały i krótsze sekcje. Jeśli autor nie ustali jasno, jaka jest hierarchia tych elementów, w gotowym E-booku może powstać struktura, w której po nagłówku rozdziału pojawia się od razu nagłówek trzeciego poziomu, a elementy znajdujące się na tym samym poziomie raz są oznaczone jako nagłówki, a innym razem pozostają zwykłym tekstem. Dla osoby widzącej różnica może być niemal niezauważalna, bo wielkość, pogrubienie czy odstępy sugerują, co jest czym. Czytnik ekranu nie kieruje się jednak wyglądem. Korzysta z informacji zapisanych w strukturze dokumentu. Dlatego zanim zaczniemy zastanawiać się, jak coś sformatować, warto najpierw odpowiedzieć sobie na prostsze pytanie: jaka jest funkcja tego elementu w książce? Dobrze zaplanowana hierarchia sprawia, że późniejsze przygotowanie EPUB-a jest nie tylko łatwiejsze, ale również znacznie bardziej przewidywalne dla czytelnika korzystającego z czytnika ekranu, jak i dla każdego, kto później będzie ten materiał redagował, składał, konwertował czy aktualizował.
Na koniec raz jeszcze powtórzę. Dostępna książka elektroniczna nie powstaje dzięki jednemu narzędziu ani jednej decyzji podjętej na końcu procesu wydawniczego. Jest rezultatem świadomego projektowania od pierwszego etapu pracy z tekstem. Im wcześniej zespół wydawniczy zacznie myśleć o tym, że książka cyfrowa musi być nie tylko atrakcyjna wizualnie, ale również dobrze zbudowana od strony struktury i informacji, tym lepszy będzie efekt końcowy.
Warto, aby tę świadomość mieli nie tylko wydawcy i osoby odpowiedzialne za produkcję E-booków, ale również sami autorzy. To właśnie oni często tworzą pierwszy dokument, który staje się fundamentem całej publikacji. Kilka dobrych nawyków przy pracy w Wordzie może sprawić, że droga od rękopisu do dostępnego E-booka będzie prostsza, szybsza i bardziej przewidywalna.
Bo dostępność nie jest dodatkowym etapem produkcji książki. Jest częścią jej jakości.
Bibliografia:
https://www.gov.pl/web/dostepnosc-cyfrowa/jak-tworzyc-dostepne-dokumenty-tekstowe-w-edytorze-ms-word
https://learn.microsoft.com/pl-pl/answers/questions/5106327/dost-pno-dokumentu-word
https://archiwum.niepelnosprawni.pl/ledge/x/1963444
https://boss.cen.eu/media/BOSS%20CEN/ref/guidelines_accessible_word_and_pdf.pdf
https://uit.stanford.edu/accessibility/techniques/documents/ms-word
https://abilitynet.org.uk/factsheets/creating-accessible-documents-0